Francuska “awantura” z deportacją Cyganów przeradza się w poważniejszy, europejski problem. I całe szczęście, bo dotychczasowa polityka zamiatania śmieci pod dywan dawała opłakane skutki. Choć co do samej akcji deportowania przybyszów można mieć poważne zastrzeżenia, dobrze że Nicolas Sarkozy zmusza Unię Europejską do zajęcia stanowiska.
Nieważne, kto z kim i gdzie prowadzi wojnę, jedno jest pewne – wśród ofiar na pewno będą Cyganie. Raz, że są rozsiani niemal po całym świecie. Dwa, że jako społeczność żyjąca według własnych praw, nie chcą się asymilować z otoczeniem i w efekcie zawsze są tymi obcymi. Częścią tego zjawiska jest akcja likwidacji obozowisk cygańskich we Francji.
Bez wielkiego echa minęła 10 rocznica katastrofy okrętu Kursk. Pomimo dziesięciu lat, jakie upłynęły od tej tragedii, dalej wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.
Za życia marszałka Tito na adriatyckich wyspach Goli Otok w obozach pracy więziono dysydentów politycznych. Tortury, jakim byli poddawani, miały na celu przede wszystkim zniszczenie godności osobistej więźniów i ich człowieczeństwa. Po latach miejsce kaźni upodobali sobie producenci filmów pornograficznych, głównie niemieccy, którzy tutaj kręcą swe „dzieła”. W czeskiej miejscowości Lety w czasie II wojny światowej istniał największy w tym kraju obóz koncentracyjny dla Cyganów. W czasach komunistycznej Czechosłowacji dokładnie w tym samym miejscu, gdzie umierali ludzie, zbudowano fermy ze świniami. Słowo profanacja nie jest w tych przypadkach nadużyciem.
Z rozbawieniem i zaciekawieniem (w takich samych proporcjach) czytam kolejną informację o moim ulubieńcu, włoskim premierze Silvio Berlusconim. Otóż boski Silvio tym razem głosi wszem i wobec potrzebę intensyfikacji badań nad długowiecznością. Osobiście nie podzielam jego entuzjazmu, perspektywa długowieczności bardziej mnie przeraża i smuci niż cieszy.
Macedończycy wolą zrezygnować z wejścia do Unii Europejskiej niż wyrzec się nazwy kraju. Ta wiadomość agencyjna jest dla mnie pretekstem do napisania kilku słów o małym, pięknym kraju bałkańskim.
Co prawda minęło już kilka miesięcy od mojej wizyty w holenderskich ośrodkach naukowych, wciąż jednak zastanawiam się nad tym, co zobaczyłam. Myślę zwłaszcza o inteligentnych manekinach, używanych przez zespoły reanimacyjne pogotowia.
Zacznę od samokrytyki. Wstyd, wstyd mi i żal, że mój blog traktuję po macoszemu, że nie wprowadzam rozmaitych nowinek i nie korzystam z możliwości dołączania plików audio lub zdjęć. Oto skutki spotkania z blogerami z innych krajów. Najlepszymi blogerami, na konferencji w Bonn.